czwartek, 12 grudnia 2013

ROZDIZAŁ 1

1. niewi­doczność nie zaw­sze po­zos­ta­je niezauważona.

  Ubrana w skórzaną kurtkę ramoneskę i glany, również w tym samym kolorze siedziałam na jednym z głośników w sali prób próbując skomponować melodię do swojej piosenki. Z muzyką było zupełnie inaczej niż ze słowami, ona nie przychodziła sama, trzeba było nad nią pracować. Sprawić by cała piosenka była kompletna i idealna. Można powiedzieć, że na swoim koncie mam już tyle utworów, że spokojnie mogłabym wydać dwie, a nawet trzy idealnie dopracowane płyty. Jednak ja, zazwyczaj zostawiam je tylko dla siebie, ponieważ nie mam ochoty na życie gwiazdy, które i tak w dzień w dzień obserwuję.  

- Nad czym pracujesz? - usłyszałam cichy męski głos zza moich pleców. Nim zdążyłam zerknąć przez ramię na osobę, która pewnie od dłuższego czasu mnie obserwuje owy mężczyzna zdążył stanąć tuż przede mną. 
 Louis Tomlinson we własnej osobie. 

- Tylko tak sobie brzdąkam. - odpowiedziałam i dalej zajęłam się swoją pracą.

- Jestem zawodowym muzykiem. Mnie nie oszukasz. - uśmiechnął się. - Poza tym bardzo dobrym, wręcz rewelacyjnym zawodowym muzykiem. 

Louis był człowiekiem, który zawsze potrafił poprawić mi humor. I chyba nie tylko mi. Egoizm w jego ustach brzmiał jak najśmieszniejszy kawał opowiadany przez znakomitego komika, jego dźwięczny śmiech wydobywający się z jego ust praktycznie co chwilę sprawiał, że po prostu się uśmiechałam. Byłam sobą, zwykłym sobą. 

- Przyszedłeś tu z własnej woli czy za pośrednictwem Stylesa? - zapytałam odkładając gitarę na stojak dla niej przeznaczony. Wiedziałam, że kiedy Louis odwiedzał mnie podczas pracy nie robił tego własnowolne lecz z rozkazu swojego najlepszego przyjaciela. 

- A co, już nie można odwiedzić koleżanki po fachu? - odpowiedział pytaniem na pytanie śmiesznie poruszając swoimi brwiami. Zawsze kiedy to robił wybuchałam śmiechem. 

- Po pierwsze, Lou. Koleżanką po fachu mogę być jedynie Nialla, a po drugie... - wstałam i otworzyłam drzwi prowadzące na korytarz. - Przecież wiem, że tu jesteś Harry. 

Harry uwielbiał podsłuchiwać mnie kiedy grałam. Nie wiem dlaczego sprawiało mu to tyle przyjemności i dlaczego zawsze chował się w tym samym miejscu zamiast normalnie wejść i pogadać o czymś innym niż tylko naszej randce, która i tak nigdy nie będzie mieć miejsca w realnym świecie. Chętnie poznałabym inną stronę tego chłopaka i obaliła mity o nim jako  nałogowym podrywaczu. Lecz w tej sytuacji nie mogę.

- Przepraszam bardzo, ale czy już nie można stać sobie spokojnie przy drzwiach? - zapytał ironicznie chłopak z burzą loków na głowie i wielkim uśmiechem na twarzy. 

- Czyli, że "stanie spokojnie przy drzwiach" to teraz ładniejsze określenie podsłuchiwania? - odpowiedziałam pokazując mu gestem ręki by wszedł do środka, a on tylko posłusznie wykonał moje polecenie, zajmując miejsce na dużej skórzanej kanapie  naprzeciwko małej sceny. Służyła ona wyłącznie do kameralnych prób zespołu. 

- Za kogo ty mnie masz? 

- Przepraszam cię Louis, ale ja nie mam zamiaru spędzać czasu razem z nim w jednym pokoju. - rzuciłam bezinteresownie i wyszłam. Za sobą usłyszałam tylko krótkie "i co narobiłeś" lecz nie bardzo miałam ochotę zawracać. 


2. jej uśmiech sprawia, że ja też się uśmiecham..  

  Jakieś dobre dwie godziny temu wróciliśmy z próby, a ja nadal tkwiłem w tym samym miejscu przyglądając się wszystkiemu co mnie otacza. Nie byłem pewny czy dobrze robię stawając po stronie dziewczyny, której prawie w ogóle nie znam. Może faktycznie powinienem, tak jak powiedział Harry, dać spokój i poczekać na dalsze rozwinięcie sytuacji. Jednak coś było w tej dziewczynie co sprawiało, że chciałem dalej przyglądać się tej sprawie. Nie mogłem pozwolić także by zraniła mojego najlepszego przyjaciela, ale również nie chciałem by Styles wykorzystał ją i porzucił co było pewne z jego strony.

- O czym myślisz? - usłyszałem zachrypnięty głos, który sugerował pojawienie się Harrego w moim pokoju. Nie miałem pojęcia kiedy zdążył się do niego wślizgnąć, zresztą jak zawsze kiedy to robił. 

- A jak powiem ci, że o pannie Jonson to,  zabijesz mnie? - zapytałem ironicznie spoglądając na przyjaciele. 

- A masz tu gdzieś siekierę? - odpowiedział wodząc oczyma po pokoju. Kiwnąłem przecząco głową by zasugerować odpowiedź. - To nie. - uśmiechnął się i zajął miejsce obok mnie. 

Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, jednak w naszym przypadku cisza była nienaturalna. Nie miałem pojęcia jak zacząć kolejną rozmowę, więc czekałem na rozwinięcie akcji. 

- Ona mi się naprawdę podoba. Nie jest jak reszta dziewczyn. Jest inna, a zarazem wyjątkowa na swój własny sposób. - oznajmił Styles. 

- Kochasz ją?

- Nie, to nie jest jeszcze miłość. Można powiedzieć, że mnie mocno intryguje. - uśmiechnął się spoglądając przed siebie. - A Eleanor? Jak wam się układa?

- Ta dziewczyna jest naprawdę niesamowita. Jej uśmiech sprawia, że ja też się uśmiecham. Jednakże sądzę, że nasze relacje się popsuły. Teraz to chyba tylko przyjaźń. - odpowiedziałem zaskakując sam siebie. 

Dawniej El była dla mnie aniołem, najwspanialszym na świecie. Ukochaną i nawet tą jedyną. Niestety, wszystko przemija. Nawet jeżeli jesteśmy mocno przeciwni tym zmianą.




Myślałam o napisaniu świątecznego bonusu, jesteście za?
No i oczywiście oceńcie rozdział. :)

niedziela, 24 listopada 2013

00. Prolog.


- Kurwa, ile razy mam ci jeszcze powtarzać żebyś się ode mnie odpierdolił, Styles?! - powiedziałam podniesionym tonem głosu i odwróciłam się plecami do lokatego chłopaka, który w chwili gdy ruszyłam na przód nie zaprzestał swoim działaniom. 

- A ile razy ja mam cię prosić żebyś dała mi szansę!? - odpowiedział ironicznie łapiąc za mój nadgarstek. Swoim ruchem spowodował, że wbrew własnej woli obróciłam się w jego kierunku. Harry, jak zwykle posłał mi tylko jeden ze swoich najpiękniejszych uśmiechów.

- Nie umawiam się z kolegami z pracy. - powiedziałam twierdząco i odeszłam w swoją stronę. Miałam nadzieję, że chłopak nie popełni największego błędu w swoim życiu i nie ruszy za mną. Byłam skłonna zepsuć mu jego piękną wizytówkę, jaką jest jego twarz. 

  Harrego Stylesa, członka najpopularniejszego zespołu na świecie, poznałam dokładnie miesiąc temu na castingu, który sprawił, że zostałam drugim gitarzystą One Direction. Tak naprawdę gdybym wiedziała, że ten chłopak potrafi być tak natarczywy w stosunku do kobiet nigdy by na niego nie poszła. W tej chwili pewnie siedziałabym sobie na kanapie w domu mojej babci i brzdąkała coś na swojej Mary - gitarze akustycznej, którą dostałam od niej na gwiazdkę. Mojej pierwszej prawdziwej gitarze, która była dla mnie warta więcej niż tysiąc diamentów.Jednak większa część mnie sprawiła, że poszłam na to cholerne przesłuchanie i spełniłam swoje marzenia. Jednak kosztem samej siebie, swoich postanowień i ambicji. Teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej. 
Czy lepiej, nie wiem. 


Podoba mi się. Naprawdę. A jakie jest twoje zdanie? 

poniedziałek, 4 listopada 2013


Mam dla was dzisiaj, małą zapowiedź tego, 
co wkrótce nastąpi - ZWIASTUN ! 


Dajcie znać w komentarzach co myślicie. ;) 

czwartek, 31 października 2013

NOWA NOTKA OD AUTORKI, PRZECZYTAJ! 


Słoneczka moje! Muszę się wam szczerze przyznać, że próbowałam zamknąć rozdział swojego życia w postaci tego opowiadania, ale nie potrafię. Wchodząc codziennie na bloggera i patrząc na, z dnia na dzień powiększającą się liczbę wyświetleń, nie tylko nie mogłam w to uwierzyć, ale również postanowiłam was nie zawieść i wrócić do pisania tego fanfiction. 

Jednak postanowiłam coś zmienić, a zmiany zawsze trwają! 
Więc dajcie mi chwilę czasu, ok? 

Pewnie zastanawiacie się o jakie zmiany mi chodzi czyż nie? 
Chciałam może zmienić szablon, główną bohaterkę, zwiastun, 
a co najważniejsze całą fabułę. 

Oczywiście nadal Louis Tomlinson spotka dziewczynę, która okaże się jego 
wybawieniem z kłopotów, ale nie będzie to działo się tak szybko. 

Co o tym myślicie? 
Jeżeli macie swoje pomysły, propozycje piszcie w komentarzach.
Każdy komentarz zostanie uwzględniony! :) 



czwartek, 8 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ VII




"Chce­my być kocha­ni ta­kimi, ja­cy jes­teśmy, ale także ta­kimi, ze ja­kich chcieli­byśmy uchodzić w oczach innych. "





Ten rozdział ukazuje piękno jakim jest przyjaźń. 
Właśnie to uwielbiam w naszych chłopakach. 

  Jeszcze nigdy tyle nie rozmawialiśmy. Owszem zdarzały nam się długie dialogi, ale nigdy tak szczere jak ten. Ten moment umocnił nas w przyjaźni, którą tworzymy od trzech lat. Trzech najpiękniejszych lat z mojego życia. I nie, nie żałuję, że kiedyś poszedłem do X FACTOR. Jestem wręcz wdzięczny za to, że mogłem poznać kogoś takiego jak Liam Payne. Wyrozumiałego, szczerego do bólu towarzysza, który nigdy jeszcze mnie nie zawiódł. A co z resztą chłopaków? Chciałbym powiedzieć im to wszystko co w tej chwili mówię Liamowi. Chcę ich serdecznie przeprosić i sprawić byśmy więcej nie rozdzielali się tak bardzo. Dzisiaj zrozumiałem również, że brakuje mi Harrego bardziej niż kiedykolwiek. Zrozumiałem, że jest dla mnie jak najdroższy brat, za którym mogę wskoczyć nawet w ogień. Ponieważ wiem, że on także zrobi to dla mnie. 
  Przed wyjściem z pokoju Payne'a poprosiłem go by w salonie zebrał razem resztę zespołu. Chciałem z całego serca przeprosić ich za moje szczeniackie zachowanie i podziękować za to, że pomimo moich wybryków byli przy mnie praktycznie zawsze. A co do Liam, to oczywiście nie chodzi mi o to, że przez prywatną rozmowę go wyróżniam, ale o to, że ten chłopak ma do mnie najwięcej cierpliwości i on nigdy nie podważał moich myśli. A z pozostałą trójką bywa różnie. Czasami emocję idą górą i wystarczy słowo, które oni źle zrozumieją, a cała rozmowa jest stracona.
  Kiedy usłyszałem głosy chłopaków, które dobiegają z salonu czym prędzej zbiegłem na dół. Pierwszy raz od dłuższego czasu zobaczyłem ich rozpromienionych, niestety kiedy zobaczyli moją osobę od razu zmienili wyraz twarzy. Bardzo mnie to zabolało. 
- Tomlinson, czego chcesz? - zapytał Malik spoglądając na mnie jakby z obrzydzeniem. Byłem załamany z tego powodu. Nie miałem ochoty na dalszą rozmowę z nimi. 
- Zayn, spokojnie. - złapał go za ramię Liam, chłopak był gotowy nawet mnie pobić. 
- Nie mogę być spokojny kiedy on tu jest! - wykrzyczał zdenerwowany szatyn. 
- Zayn, posłuchaj Liama, on ma rację. - powiedział spokojnym, jak zwykle nieco ochrypniętym głosem Harry. - Tym razem masz dobre intencje, prawda? - zwrócił się do mnie kędzierzawy podchodząc bliżej mojego boku. Spojrzał się głęboko w moje oczy próbują zobaczyć z nich szczyptę dobra. Jednak ja nie wiedziałem co mu okazać. 
- Tak. - odpowiedziałem równie spokojnie. - Chciałem was przeprosić. - zwróciłem się do reszty i od razu spuściłem głowę. Było mi straszne głupio. Nigdy, nigdy nie myślałem, że będę musiał przepraszać najlepszych przyjaciół za coś tak głupiego. To nie w moim stylu. 
- I co teraz? Myślisz, że przeprosisz nas i wszystko będzie jak dawniej? - zapytał z irytacją Malik wyrywając się z uścisku Liama. Jednakże chłopak mu na to nie pozwalał. 
- Wiem, że trudno będzie wam mi wybaczyć, ale chciałbym byście tylko wiedzieli, że żałuję wszystkiego! - powiedziałem i odwróciłem się do nich plecami by szybko wyjść z pomieszczenia. 
- Louis, zaczekaj! - usłyszałem i szybko się odwróciłem. Doskonale znałem ten głos, jednak trochę niedowidziałem.  - Ja też przepraszam. - podszedł do mnie Zayn i powiedział coś czego się nie spodziewałem. Nie zapomnę tej chwili do końca swojego jakże marnego życia.  
- Ty? Za co? - zapytałem bardzo zdziwiony chłopaka, który stał kilka metrów przede mną. 
- Za to, że nie dałem ci szansy. - odpowiedział i mocno mnie przytulił. Po chwili do naszego uścisku dołączyła reszta.  W tym momencie poczułem, że jednak mam przyjaciół, że oni nigdy mnie nie opuścili. Byłem im za to ogromnie wdzięczny i postanowiłem ich więcej nie zawieść. 


Bardzo długi czas siedzieliśmy na kanapie i rozmawialiśmy. Zwierzaliśmy się sobie, opowiadaliśmy nasze historie z tygodnia, a także wspólnie się wygłupialiśmy. Można powiedzieć, że jak za dawnych lat.  Tylko z drobnym szczegółem. Wszyscy zmieniliśmy się wręcz nie do poznania. Nie tylko z wyglądu, ale również z charakteru. Przede wszystkim dorośliśmy, nie jesteśmy już małolatami jak za czasów X FACTOR. Jesteśmy mężczyznami z prawdziwymi problemami.
  Podczas rozmów obiecaliśmy sobie, że pomimo wszystko na zawsze zostaniemy przyjaciółmi i nie odwrócimy się od siebie. Dało mi to ogromną motywację i chęć do dalszej zmiany na lepsze. Przede mną jeszcze długa droga, a ja muszę ją przebyć i mam nadzieję, stać się dużo lepszym człowiekiem. 
- No to Lou, jeżeli nadal mogę tak do ciebie mówić, co się stało, że postanowiłeś się zmienić? - zapytał Niall obżerający się jak zwykle masłem orzechowym prosto ze słoika. Miałem nadzieję, że to pytanie dzisiaj nie padnie. Nie chciałem o tym mówić. jednak musiałem. 
- Pewnego dnia z Starbucks'ie spotkałem dziewczynę, która swoimi jakże opryskliwymi słowami przywróciła mi rozum. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego jak wielu ludzi wokół siebie ranię. - wydusiłem z siebie. Podczas wypowiadania ostatniego słowa spojrzałem się na Hazze, który szczerze się do mnie uśmiechał. Byłem dumny z tego, że odzyskałem przyjaciół. 
- I nie powiesz mi tu teraz, że jej więcej nie spotkałeś?! - spytał ironicznie Horan wpychając sobie do ust kolejną łyżkę masła. Był to na prawdę komiczny widok, obraz, którego bardzo mi brakowało.
- Poszedłem do niej z wyrzutami sumienia. A ona wysłuchała mnie i zadeklarowała pomoc, dalszą pomoc. - powiedziałem uśmiechają się sam do siebie. 
- Czekaj, czekaj! A czy to nie przypadkiem ta dziennikarka? - zapytał tym razem Liam. Zawsze wiedziałem, że ten chłopak czytając książki kryminalne rozwiąże każdą zagadkę. 
- Tak. - odpowiedziałem nieśmiało. Tak na prawdę sam nie wiem czemu, przecież ona nic dla mnie nie znaczyła. Chyba nic. Miałem w tym momencie ogromny mętlik w swojej głowie. 
- No to będziesz jej musiał ogromnie podziękować! - stwierdził Zayn, wręcz wykrzykując słowo "ogromnie". Dobrze wiedziałem o co mu chodzi, jednak nie chciałem się w to mieszać. 
- Masz jej numer? - zapytał Harry, ale nie zdążyłem mu odpowiedzieć. - No to dzwoń, umówi się z nią! - wręcz wygonił mnie z pomieszczenia, krzycząc za mną "kup wielki bukiet kwiatów i ubierz się ładnie". Może chłopak miał trochę racji, ten pierwszy i pewnie ostatni raz.  
  Krótki czas wahałem się przed wykonaniem telefonu, ale jednak w końcu zrobiłem to. W głębi serca modliłem się, żeby nie odebrała. Jednak i tym razem Bóg mnie nie wysłuchał. 
- Halo?! - odezwał się cichy, damski głos w słuchawce. 
- To ja Louis, spotkamy się dzisiaj? - zapytałem prosto z mostu. Moment ciszy po drugiej stronie oznaczał, że dziewczyna nieco się zawahała, miałem ogromną nadzieję, że się zgodzi. 
- Dobrze, o której? - kiedy się zgodziła, strasznie mi ulżyło.
- O dwudziestej, przyjadę po ciebie! - zaproponowałem spontanicznie.
- Wyślę ci adres i będę czekać. - odpowiedziała.  

wtorek, 6 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ VI




"Nieo­cze­kiwa­ne zmiany nie są łat­we - są wręcz trud­ne, wy­magające od nas poświęce­nia i zaan­gażowa­nia. Jed­nak cza­sem są je­dynym co nam zos­tało by na­dać wreszcie kształtu i ko­loru nasze­mu życiu. "





Komentujcie, kochani. 


  Stałam na przeciwko Louisa i patrzyłam na niego z zaciekawieniem. Czekałam na jego równie brutalną odpowiedź, ale on tylko cicho westchnął.
- O co chodzi, Louis? - zapytałam już bardziej spokojnie. Stwierdziłam, że nie mam prawa oceniać ludzi poprzez to, co piszą gazety. A może w tym przypadku jednak się pomyliły?
- Chciałem Cię tylko przeprosić. - po chwili chłopak wykrztusił z siebie zdanie, którego po nim się w ogóle nie spodziewałam. Nie miałam pojęcia o co mu chodzi.
- Mnie? Ale za co? - spytałam z mieszanymi uczuciami, które pewnie dało się zauważyć na mojej twarzy. Nie byłam osobą, która ukrywała swoje uczucia. 
- Za to, że jestem rozkapryszonym, pełnoletnim bachorem  który postanowił zabawić się w gwiazdkę kosztem innych i siebie. - wytłumaczył mi, a ja byłam szokowana. Nie spodziewałam się, że moje puste słowa zapadną mu tak głęboko w pamięci. Nie spodziewałam się, że będzie tego żałował, ani tego, że przyjdzie mnie za to przeprosić.
- Może usiądziesz? - zaproponowałam wskazując palcem na fotel naprzeciwko mojego biurka  Chłopak zgodził się i zajął wskazane przeze mnie miejsce, a ja usiadłam naprzeciw niego. Długi czas siedzieliśmy w ciszy, spoglądając raz na siebie, raz na inny punkt w pokoju. Nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć, jednak w końcu postanowiłam przerwać ciszę, która z biegiem chwili robiła się męcząca. - Louis, mnie nie masz za co przepraszać. Przecież my w ogóle się nie znamy. Myślę, że te słowa powinni otrzymać twoi przyjaciele, którzy cierpią przez ciebie najbardziej. Nawet nie wiesz ile oni by dali by znowu, chodź przez pięć minut móc porozmawiać z zabawnym chłopakiem, pełnym życia, którym kiedyś byłeś. 
I znowu zapadł cisza, Tomlinson raz po raz otwierał buzię, by coś powiedzieć, jednak zaraz potem rozmyślał się i znowu spoglądał w podłogę. Może za ostro go potraktowałam, może faktycznie nie powinnam się mieszać. Ale on sam się u mnie pojawił. 
- Myślisz, że ja jestem aż tak złym człowiekiem? - zapytał pełen zadumy. Jego twarz była szara, bez uśmiechu, jakby ktoś wyssał z niego życie. Wyglądał jak wrak wyrzucony bo długim używaniu, nie nadawał się nawet do ponownego przetworzenia. 
- Myślę, że się po prostu zgubiłeś. A przecież każdy z nas ma do tego prawo. Każdy popełnia błędy. Tylko czy ty ich żałujesz? - było mi go trochę żal. Po jego wypowiedziach do tej pory wywnioskowałam, że jest on chłopakiem, który zasłużył na drugą szansę. I jestem pewna, że gdyby ją dostał, naprawił by wszystko co do tej pory udało mu się zniszczyć. 
- Tak na prawdę moja osobowość podzielona jest na dwie, przeciwne sobie części. Jednocześnie żyje we mnie diabeł i anioł, a ja nie mam nad nimi kontroli. - powiedział i spuścił głowę. Z jego błękitnych oczu wypłynęła jedna samotna, kryształowa łza. Nie mogłam patrzeć na jego cierpienie, ale jednocześnie nie wiedziałam jak mam je zaćmić. 
- Louis, ty nie jesteś złym człowiekiem. Wydaje mi się, że jeżeli tylko będziesz chciał zmienić coś w swoim życiu, to ci się to uda! Wierze w twoją dobrą stronę. - odpowiedziałam. Tomlinson jest osobą pełną sekretów, których nie da się odkryć. A ja nie dam rady pomóc mu wbrew jego woli. Musi dać mi się poznać. 
- Dziękuję. - wstał z fotela i udał się w kierunku drzwi, mała część mnie nie chciała by wychodził, ale nie mogłam nic zrobić. 
- Louis, czekaj. - również wstałam i szybko dorównałam mu kroku. -Jeżeli chcesz, ja mogę ci pomóc. - powiedziałam podając mu małą karteczkę ze swoim numerem telefonu, a on tylko przyjaźnie się do mnie uśmiechnął. Coś czuję, że to nie koniec naszej znajomości. 

Dwie godziny później

  Jeszcze spory czas po spotkaniu szwendałem się po mieście. Nie miałem co ze sobą zrobić. A w moim stanie nic nie jest bezpieczne. Nie rozumiałem co takiego się ze mną dzieje, ale po prostu musiałem to zaakceptować. Musiałem zaakceptować siebie, przyzwyczaić się do tego, że z dnia na dzień staję się gorszy i tylko dobre chęci mogą sprawić bym powrócił do dawnej formy. Jednak w moim przypadku nie jest to takie proste. Wydaje mi się, że łatwiej by mi było nawet popełnić samobójstwo niż przyznać się do błędu, który ciągle narasta.
  Zanim zdążyłem się obejrzeć, pojawiłem się przed drzwiami pokoju mojego przyjaciele. Nie byłem pewny czy to dobry pomysł, ale wolałem spróbować. Liam zawsze był gotowy mnie wysłuchać, on jako jedyny nigdy we mnie nie zwątpił i za to byłem mu ogromnie wdzięczny.
  Zapukałem w drzwi pokoju jak najciszej, miałem nadzieję, że Payne nie usłyszy dźwięku lub po prostu nie będzie go w swojej sypialni. Bałem się tej rozmowy. 
- Proszę. - Teraz nie było już odwrotu. Pociągnąłem za klamkę i lekko uchyliłem drzwi. Przez chwilę zawahałem się i je trochę przymknąłem. Postanowiłem jednak nie uciec i szybki, bezbolesnym ruchem wszedłem do pomieszczenia. Liam siedział na łóżku czytając swoją ulubioną część książki kryminalnej, który sprawiała mu zawsze tyle radości. Z początku nie zwrócił na mnie uwagi, jednak kiedy ułożyłem nogę w miejscu, które zawsze lubiło skrzypieć, nie miał wyjścia, musiał na mnie spojrzeć. Jego mina była bezcenna. To zmieszanie i niepokój w oczach dało się zauważyć już w pierwszym spojrzeniu w jego tęczówki. 
- Louis... - zaczął niepewnie Payne. Pomimo tego, że to ja powinienem rozpocząć tą rozmowę, postanowiłem jak na razie się nie odzywać. Zająłem miejsce obok chłopaka i czekałem na dalszą jego relację. - Mogę w czymś pomóc? - zapytał niepewnie spoglądając na mnie.
- Przepraszam. - powiedziałem i spuściłem głowę, Liam tym razem się nie odezwał. 
Nigdy dotąd nie milczałem w tak dziwny sposób, nigdy nie milczałem z przyjacielem.Był to dla mnie ogromny cios, jakby właśnie ktoś wbił mi sztylet prosto w serce. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek nie będę miał o czym rozmawiać z chłopakiem, który był mi bardzo bliski. To strasznie bolało, a ja nie mogłem przerwać tego bólu. 
- Nie wiem co się ze mną stało, Liam. - zacząłem niepewnie. 
- Ja też nie wiem. - odpowiedział mi. - Wszyscy tęsknimy za starym Tomo, który pewny siebie z uśmiechem całował sztucznego gołębia, wcierał mi banana w twarz i po prostu był. 
- Liam, ja chciałbym się zmienić. - zadeklarowałem. 
Kolejny raz Liam nic nie odpowiedział. Tym razem jednak objął mnie i przytulił do siebie. Poczułem wtedy, że może mam jeszcze kogoś bliskiego. 

czwartek, 1 sierpnia 2013

ROZDZIAŁ V



"Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapomną jak się lata."






 W tym samym dniu, 
w pokoju Tomlinsona

 Nie mogłem już tego dłużej słuchać, wyszedłem. Może i byłem podłym człowiekiem, łamiącym serca przyjaciół i doprowadzających ich do łez w najmniej odpowiednim momencie, ale dobrze się z tym czułem. Jednak czasami, w chwilach zwątpienia zdawałem sobie sprawę z ilości błędów, które popełniłem, ale zaraz uświadamiałem sobie, że tych błędów nie da się naprawić, trzeba iść naprzód drogą, którą wybrało się na początku. Pomimo tego, że niekoniecznie jest ona dobra i prowadzi nas do pełni szczęścia, którego chcemy osiągnąć. 
  Otwierając drzwi prowadzące do mojego pokoju i od razu zamykając je z hukiem, tak głośno, by przyjaciele na dole usłyszeli moje zdenerwowanie, usiadłem na łóżku i schowałem twarz w dłonie. Czyżby chłopak, który jeszcze kilka lat temu uważany był za największego żartownisia w mieście, a zaraz potem za osobę, która nie ma za grosz szacunku do ludzi, jednak miał uczucia? Ale co z tego, skoro i tak nie może ich użyć, ponieważ zostanie uznany za jeszcze większego drania niż dotychczas. Co z tego, że Louis Tomlinson, osoba, którą się stałem wykreowana przez media jest typem człowieka, którego kiedyś nienawidziłem. Co z tego, że prawdziwy ja jest gdzie uwięziony w głębi mojego ciała i nie może wyjść. Co z tego! Po prostu ja nie liczę się dla ludzi. Może jednak powinienem zmienić coś w swoim życiu? Zacząć od nowa, rozpocząć życie, o które warto walczyć nawet jeśli jest ono już stracone? Może coś trzeba zmienić. 
  Od dobrych paru dni po głowie chodziły mi słowa dziewczyny, którą spotkałem w kawiarni. Jednak nie mogłem ich zrozumieć. Dopiero dzisiaj, kiedy kolejny raz ją zobaczyłem, uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego. Zauważyłem, że te słowa, chodź tak bolesne i brutalne dały mi siłę, motywację do zmiany. Chciałbym móc jeszcze raz ją zobaczyć. Usłyszeć jeszcze raz te słowa pogardy, ale tym razem również się odezwać. 
"Louis Tomlinson. Ten rozkapryszony, pełnoletni bachor, który postanowił zabawić się w gwiazdkę kosztem innych i siebie." Może jest w tym ziarnko prawdy, którego nie zauważałem.


Następnego dnia

Siedziałam przy tym samym stoliku co zawsze, w tej samej kawiarni, jak zwykle pijąc moją ulubioną kawę i oglądając spacerujących ludzi przez okno. Niektórzy z nich wchodzi do lokalu, w którym obecnie byłam, część też nie zwracając uwagi na otaczający ich świat i szli dalej z podniesioną głową, inni zarazem przechodząc patrzyli na mnie gardzącym wzrokiem. Świat był zróżnicowany, a ja do niego należałam. Chociaż w mikromilimalnym  znaczeniu. 
- Zgadnij kto to! - poczułam, że ktoś od tyłu zakrywa mi rękoma oczy. Doskonale jednak wiedziałam, że był to mój przyjaciel Conor, który od dziecka lubił się ze mną witać w tak sposób. Ja zarazem lubiłam się z nim droczyć. Było to chyba moje ulubione zajęcie.
- Bardzo chciałabym, by był to wysoki, przystojny brunet, ale wiem, że to tylko ty Conor. - chłopak zabrał ręce z moich oczu i usiadł naprzeciw mnie. 
- Uważasz, że ja nie jestem przystojny? - zapytał z ironią tworząc falę brwiami, która zawsze mnie rozśmieszała. I tym razem zaczęłam się cicho chichotać, a on tylko zalotnie się uśmiechnął.
- Jakże, skąd, dlaczego przyszło ci to do głowy! - odpowiedziałam biorąc łyka swojej kawy i ponownie zatracając się widoku z okna. Bardzo często tak robiłam. 
- Dlaczego jesteś taka nieobecna? - zapytał Conor, spoglądając na mnie jednym okiem. Zawsze wiedział kiedy mam zły humor czy coś mnie trawi, a ja nigdy nie miałam pojęcia jak on to robi. Może po prostu za długo się znamy? Przecież on wie o mnie dosłownie wszystko, nawet to o czym my nigdy w życiu nie powiedziałam. Może tylko dlatego się przyjaźnimy?
- Louis Tomlinson, kojarzysz? - powiedziałam i zamknęłam oczy. Nie byłam pewna czy Conor mnie zrozumie, nie byłam pewna czy zechce mnie wysłuchać do końca. Chciałam tylko móc z kimś porozmawiać, wyrzucić z siebie wszystkie niepokojące uczucia. Ulżyć swojemu sumieniu.
- Tak, coś tam o nim słyszałem. To ten z One Direction, prawda? To on niszczy ten zespół od środka? - powiedział zmuszając mnie bym otworzyła oczy i spojrzała na niego. 
- Chłopak się zagubił, potrzebuje pomocy, a ja chciałabym mu ją ofiarować, tylko nie wiem czy nie zostanę odtrącona. - mówiąc to jedna samotna łza spłynęła po moim policzku. 
- Nie płacz. - otarł kciukiem łzę z mojej twarzy. - Nie możesz się winić za to, że ktoś ma problemu, a ty nie potrafisz mu pomóc. Czasami tak już jest, ludzie muszą sobie radzić sami, ale broń boże, ty nic na to nie poradzisz. Pamiętaj, nie każdy potrzebuje twojej pomocy.
Może faktycznie Conor tym razem miał rację. Być może ludzie nie zawsze potrzebują pomocy, może dobrze im tak jak jest. Nie chcą zmian, nawet jeśli byłaby ona lepsza od ich dotychczasowego stylu bycia. Zdałam sobie sprawę, że powinna zająć się własnym życiem. 
  Kiedy zdałam sobie sprawę, spoglądając na zegar wiszący na ścianie, że jestem już grubo spóźniona do pracy w biegu żegnając się z Conor'em, wybiegłam z lokalu. 
Kierowca bez protestowania zawiózł mnie pod adres, który mu wcześniej podałam. Przed wyjściem z samochodu zapłaciłam mu i szybko pobiegłam do swojego gabinetu. Przy recepcji okazało się jednak, że nie ma się czym stresować. Tonny miał dzisiaj coś ważnego do załatwienia i nie pojawił się jeszcze w redakcji. Więc wolnym krokiem udałam się w kierunku windy. Wciskając przycisk z numerem odpowiedniego piętra zawiozła mnie do odpowiedniego celu. Moja pracownie była na końcu korytarza, więc od windy miałam jeszcze kawałek do przejścia. Nigdy nie sprawiało mi to większych kłopotów. Jak zwykle pierwsze co zobaczyłam po otwarciu drzwi z wygrawerowanym napisem Jonson było pokaźnych rozmiarów, drewniane biurko na tle okna z widokiem na panoramę Londynu. Bardzo lubiłam przebywać w tym pomieszczeniu  tak jak w każdym innym w tym budynku. Każdy z nich miał w sobie coś innego, niezwykłego, może to dlatego, że każde pomieszczenie idealnie oddawało charakter jego "mieszkańca". U mnie również tak było. Bałagan na blacie symbolizował obecny bałagan w mojej głowie, a ściany pomalowane w kolorze  żółtym to, że jestem bardzo pogodną osobą. Wielki regał z książkami przypominał mi mojego tatę, który również miał ich pokaźną kolekcję, kominek i dwa skórzane fotele symbolizowały dla mnie ciepło rodzinnego domu, który tak wiele dla mnie znaczył. 
  Siadając na jednym z krzeseł za biurkiem zabrałam się do pracy. Jednak jak zwykle ktoś musiał mi w tym przeszkodzić. Słysząc ciche pukanie w drzwi, od razu zwróciłam na nie uwagę i równie cicho wypowiedziałam formułkę. Za drzwi wyłoniła się drobna postać recepcjonistki, która jak co dzień ubrana była w czarną, zwiewną sukienkę na guziki  W takim stroju zawsze przypominała mi małą dziewczynkę, nie wiedzieć czemu. Może dlatego również wszyscy nazywali ją "małą Kate". 
- Ma pani gościa. Mówi, że jest pani znajomym. Wpuścić go? - zapytała piskliwym głosem. Z początku wahałam się nad odpowiedzią. Przecież na dzisiaj nie miałam umówionego żadnego wywiadu czy też równie ważnego spotkania, a gdyby nawet był to Conor to nie prosił by Kate o to by go tu przyprowadziła. 
- Niech wejdzie. - powiedziałam spuszczając całe powietrze z płuc. Kiedy za drzwi wyłonił się wysoki brunet ubrany w czarną marynarkę zapiętą na jeden guzik, czerwone podwinięte przy nogawkach rurki i białe trampki, idealnie pasujące do wyłaniającej się z pod okrycia bluzki w tym samym kolorze, oniemiałam.  
Louis Tomlinson był chyba ostatnią osobą na świecie, której mogłabym się spodziewać. Byłam bardzo zaskoczona, ale także przejęta.
- Co ty tutaj robisz? - spytałam z pogardą. 



No to zróbmy tak.
Jeżeli pod tym rozdziałem będzie 10 komentarzy wstawię następny.
W innym razie moja praca nie ma sensu. :)  



piątek, 17 maja 2013

ROZDZIAŁ IV




"Naj­bar­dziej bo­li bez­radność. Kiedy widzisz, że Twój przy­jaciel płacze i wiesz, że nie możesz zro­bić nic, 
aby łzy przes­tały płynąć. "





Wróciła i już więcej nie mam zamiaru odchodzić! 


W tym samym miejscu
Po odejściu Louisa 

  Po tym jak Louis wyszedł obrażony na cały świat nikt nie był już taki jak przedtem. 
Wszyscy niecierpliwiąc się czekali na jego wielki powrót. On przecież lubił odstawiać 
takie sceny, lubił wychodzić obrażony i wracać jak nowo narodzony. Taki właśnie był, 
nieznośny. Ale jeszcze nikt nie odważył mu się tego powiedzieć. Wszyscy bali się, że go
w jakiś sposób urażą, nikt nigdy nie mówił mu prawdy, tego co powinien usłyszeć. 
  Może strach gromadził się w sercach jego przyjaciół, albo po prostu zwykła troska, 
której jaśnie pan nie chciał zrozumieć. Przyzwyczaił się do tego, że nikt się z nim nie liczy.
A przecież, było zupełnie na odwrót. Ze zdaniem Louisa liczył się każdy, to on zawsze był
w centrum uwagi, to jemu się wszystko należało. On był najważniejszy. 
- Przepraszam Cię za niego, on już tak ma. - po kilku minutach ciszy zwrócił się do Holly
Liam. Powiedzieć mu było to na prawdę trudno, wiedział, że przyjaciel miewa często
fimery właśnie tego typu. Że broniąc go nic nie wskóra w tej sytuacji, że wszystko jest już 
stracone. Liczył jednak na wyrozumiałość dziewczyny, miał nadzieję, że zrozumiem wszystko bez zbędnych słów. Zawsze miał taką szczerą iskierkę nadziei, że ludzie wybaczą wszystko. 
- Liam, rozumiem. Nie tłumacz się. - O dziwo Holly wykazała się zrozumieniem. Payne na 
pewno odetchnął z ulgą, a ona wiedziała o tym. Po zachowaniu chłopaka można było 
wyczytać wszystko. Zdenerwowanie, smutek, radość. On uwielbiał okazywać emocję i za 
to wszystkie dziewczyny go ogromnie kochały. Jednak jego serce należało już do jednej z 
nich. Jest wspaniała. Może i nie grzeszy urodą jak reszta sztucznych dziewczyn z show biznesu, ale serce to ma anielskie. Danielle zasługuje na Liama, ponieważ to cudowny
chłopak. Ich charaktery idealnie się dopełniając. Są po prostu idealną parą.
- Może ten wywiad nie był najlepszym pomysłem? - po kolejnej krótkiej chwili ciszy 
zapytał się Zayn, który teraz krzątał się po całym pokoju. Nie mógł znaleźć sobie miejsca.
Od kąt tylko Perrie zerwała z nim, czuł się totalne zagubiony. Ta dziewczyna była jego
wielką miłością, natchnieniem i inspiracją. Kochał ją jak głupi i był na każde jej skinienie. 
Ale niestety jak to w każdym związku bywa są wzloty i upadki. Niestety jeden taki upadek
spowodował, że nie mogli się już podnieść. Perrie wyjechała w trasę koncertową z zespołem, 
a Zayn nie miał nic do roboty. Pamiętna noc w klubie skończyła się dopiero nad ranem i to
z marnym skutkiem. Chłopak nic nie pamięta, wie tylko, że obudził się obok jakieś obcej mu
brunetki w nie swoim łóżku. Niestety Perrie przypadkowo się o tej wpadce dowiedziała i 
skończyła z tym, jak ona to powiedziała, największym błędem życiowym. A Zayn nie mógł
się pozbierać. Kilka razy nawet próbował popełnić samobójstwo, na szczęście miał jeszcze w 
tedy przyjaciół, który wybili mu ten pomysł z głowy.  Nikt nie wie jak teraz by się to skończyło.
- Nie mów tak Zayn. Jesteście świetnym zespołem i na pewno jeszcze kiedyś uda wam się
wybić. Może teraz nie jest wasz czas. Dam wam radę. Odbudujcie się i zacznijcie od nowa. - dziewczyna szybko zaprzeczyła temu co powiedział Malik. Wiedziała, że być może jej słowa
tutaj nic nie zdziałają, ale może dodają im siły. Może znowu pójdą na bitwę o życie i tym razem ją wygrają. Miejmy nadzieję, że usłyszymy jeszcze o tym zespole. 
  Po tych jakże inspirujących słowach nikt nie miał odwagi nic powiedzieć. Wszyscy znaleźli
sobie marny punkt, który z dokładnością oglądali. Jednak to było normalne w takiej chwili.
Ni stąd nie zowąd jak torpeda na równe nogi zerwał się Harry i oznajmił, że nie ma sensu
tu dalej siedzieć, że może lepiej odłożyć ten wywiad na kiedy indziej. 
Wszyscy ze zgodnością przyznali mu rację, pożegnali się z Holly i wyszli z pokoju. 
Czy byli zawiedzeni? Nie sądzę. Wydaje mi się nawet, że w jakiś sposób szczęśliwi. 



W tym samym czasie

  Louis Tomlinson szedł z podniesioną głową polną drogą wiodącą do jego ulubionego miejsca w Londynie. Uwielbiał tam przebywać, kiedy był szczęśliwy czy też smutny i rozczarowany. Nigdy jednak nie pokazał tego zakątka swoim przyjaciołom. Uważał, że jest to zbędne i niepotrzebne. Chciał by to miejsce było tylko jego i nikogo więcej. 
  Na szczycie wzniesienia mieściło się potężne drzewo, które zmieniało się z przypływem lat, zjawisk przyrodniczych czy osoby, która o nie dbała. Na jednej z jego gałęzi wisiała na grubych, rybackich linach mała drewniana huśtawka. Tomlinson nie miał nigdy pojęcia skąd ona się tu wzięła i jakoś nie pragnął się tego dowiedzieć. 
  Odkąd pierwszy raz tutaj trafił, dużo się nie zmieniło.Może tylko dąb trochę urósł, ale nic poza tym. Ktoś jednak musiał dbać o to miejsce. Było ono zawsze zadbane, trawa skoszona, huśtawka nie skrzypiała  drzewo było równo przycięte. Dla kogoś to miejsce znaczyło jeszcze więcej niż dla Louisa. Pomimo tego, że chłopak nie widział nigdy właściciela, czuł, że jest do niego podobny. Czuł, że coś go z nim łączy, że jest między nimi magiczna, nierozerwalna więź, której nikt nie potrafi zerwać. Większa nawet niż między nim, a Harrym.
  Chłopak po dotarciu na sam szczyt swojego celu, jak zwykle usiadł na huśtawce i lekko się kołysząc zaczął nucić słowa swojej ulubionej piosenki. Było to oczywiście Little things z nowego albumu Ole Direction, zespołu, który trzy lata temu odmienił jego życie. 
Kiedy w końcu dotarł do partii wykonywanej przez Stylesa, samotna łza spłynęła mu po policzku. Zawsze z tym momencie przypominał sobie ich wspólne chwile, ich pierwsze spotkanie. Styles był dla niego jak młodszy brat, którym na każdym kroku trzeba się opiekować. Zazwyczaj nie sprawiało mu to większych kłopotów, zawsze umiał zadbać o Harrego. Nawet czasami lepiej niż o samego siebie. Szkoda jednak, że to wszystko z dnia na dzień się zmieniło. 
- Czy ja jestem aż tak złym człowiekiem? - zapytał nagle Louis. Chłopak wiedział, że jest sam. Nie liczył na żadną odpowiedź, po prostu lubił rozmawiać ze samym sobą.  - Czy ja kiedykolwiek zrobiłem coś złego, czy kiedykolwiek zawiniłem na tyle by teraz być za to wszystko w taki sposób karany? - ciągną swój monolog. W głębi serca, gdzieś bardzo, bardzo głęboko Louis nie był złym człowiekiem. Był tym samym niedojrzałym żartownisiem co z przed kilku lat. I ten "stary Louis" pragnął się wydostać z wnętrza, tylko sam nie potrafił. 
  Z sekundy na sekundę na niebie zaczęły pojawiać się ciemne, burzowe chmury. Najwidoczniej Louis zauważył to i szybkim krokiem zbiegł z górki i udał się w kierunku swojego, niegdyś prawdziwego, domu, w którym na pewno czeka na niego rodzina, czterech chłopaków wiecznie na niego narzekających, którzy na pewno w tej chwili cholernie się o niego martwią. Ale co z tego, skoro Louis nie chce ich docenić? 
 


London, Bromley, South Street 15
Dom One Direction

  Odkąd cała czwórka wróciła z wywiadu, do którego niestety nie doszło, wszyscy bezinteresownie krzątają się po domu. Żaden z chłopaków nie ma co ze sobą zrobić. Nawet Liam, u którego od dwóch godzin siedzi Danielle, nie interesuje się swoją dziewczyną. Jak zwykle wszyscy martwią się o Louis, który od dobrych paru godzin nie pojawił się na South Street. Ten chłopak zrobił już wszystko, ale zawsze wracał do domu przed zmrokiem. 
- A jak mu się coś stało? - zapytał Harry przerywając ciszę. Chłopak martwił się o swojego przyjaciela, tak bardzo, że aż zmyślał niestworzone historie. - Jest burza, a jak trafił go piorun bo stał pod drzewem, albo utopił się w kałuży, albo przejechał go tir! Chłopaki zróbcie coś! - Lokaty wykrzykując ostatnie zdanie sprawił, że wszyscy domownicy w mgnieniu oka pojawili się koło niego na kanapie. Bardziej jednak zmartwieni byli przerażonym Hazzą niż zniknięciem jednego ze swoich przyjaciół.
- Harry spokojnie, wszystko będzie dobrze. - powiedział Liam wyłaniając się zza ramienia swojej dziewczyny i siadając tuż obok spanikowanego chłopaka. 
- Styles, ogarnij dupę i pozbieraj się! Louis już dawno zapomniał o nas i o zespole. Ten idiota jest zasranym nic nie wartym egoistą! - powiedział podniesionym głosem Malik, siedzący na jednym z dwóch, skórzanych foteli. 
- Harry, posłuchaj. Zayn może mieć trochę racji. - odezwał się nagle Niall, który ni stąd ni zowąd pojawił się z wielką misą popcornu. Podając ją swojemu przyjacielowi uśmiechnął się wesoło. - Mi jedzenie zawsze pomaga. - powiedział i zajął miejsce na drugim fotelu. 
Zapadł cisza, w której można było usłyszeć tylko chrupanie głodnego Horana. Nagle wszyscy zerwali się na równe nogi słysząc odgłos przekręcającego się klucza w drzwiach. Był to Lou. 
- Stało się coś? - zapytał, cały mokry Tomlinson podchodząc do bacznie go obserwujących przyjaciół. Nie miał pojęcia, że wszyscy tu na niego czekają.
- I ty się jeszcze pytasz czy coś się stało? - odpowiedział mu pytanie na pytanie sfrustrowany Malik. - Spójrz co zrobiłeś! - pokazał palcem na Harrego, który leżał na kanapie z głową położoną na kolanach Liama. - Martwił się. 
- Przecież mówiłem mu tyle razy, że się zmieniłem.. A on nadal to roztrząsa! - jako odpowiedź wykrzyczał w twarz mulatowi, to co dziś rano Harremu, w ogóle się nim nie przejmując i ruszył w stronę schodów prowadzących na górę. 
- Jesteś skończonym idiotą Tomlinson! Nie liczysz się już dla nas! - krzyknął za nim również wkurzony Niall, a on nawet się nie obrócił. Szedł dalej nie licząc się z niczym. 



MOI KOCHANI. 
Jest was dwudziestu, a komentarzy pod rozdziałam coraz mniej, 
ja wróciłam i chciałabym by to się zmieniło. 
Proszę zostawcie w komentarzach chociażby emotkę, bym wiedziała, 
że mam dla kogo pisać. :) 

sobota, 4 maja 2013

ROZDZIAŁ III




'Wiel­kie ro­man­se zaw­sze zaczy­nają się niewin­nie. Niewin­ność jest ulu­bionym sma­kiem pożądania. '




W tym rozdziale dzieje się na prawdę dużo.  Nie wiem czy nie za dużo.
Dochodzi też nowy bohater, który sporo namiesza. 


07.04.2013
Whitehall Street, Londyn 


- Ile razy mam ci to jeszcze, do jasnej cholery powtarzać, nie pójdę tam! - wykrzyczał Louis, który w tej chwili dorównał kroku swojemu niegdyś najlepszemu przyjacielowi. Szli teraz ramię w ramie, burzliwie dyskutując na temat dzisiejszego dnia.Nie wiedzieć czemu, Harry był nadmiernie spokojny.

- Lou, proszę! - poprosił go, kładąc rękę na jego ramieniu. Spowodował tym, że niższy od niego o kilka centymetrów brunet,  musiał stanąć.
- Miałeś tak do mnie już nie mówić! - odpowiedział mu ze złością i wyrwał się z jego uścisku. - Nie jestem już tą samą osobą. Nie jestem już tym samym Louisem, którego spotkałeś w X FACTOR. Jestem inny, zmieniłem się. Ty zresztą też, wszyscy jesteśmy inni. Musisz w końcu zaakceptować to, że stary ja już nie wróci. Życie musi biec dalej, nie może zatrzymać się w miejscu. To wbrew prawu natury, taka kolej rzeczy! - wykrzyczał w twarz lokatemu to co chciał powiedzieć mu już dawno. Widocznie uznał, że to będzie najlepszy moment na tą rozmowę, szkoda tylko, że wybrał główną ulicę Londynu. Szkoda, że teraz wszyscy wiedzą o tym, o czym nie mieli się nigdy dowiedzieć. 
Tomlinson skończywszy swój jakże nietypowy monolog, opuścił Harrego idąc w przeciwnym kierunku do swojego celu.
- Zawsze byłeś takim samym dupkiem, ty się nigdy nie zmieniłeś! - wykrzyczał za nim Harry, założył kaptur swojej bluzy na głowę i odszedł w inną stronę. Nie tak to miało wyglądać. Miało być już tylko lepiej.



Godzinę później. 

Whitehall Street 50/2, budynek redakcji magazynu "halo?" 


- Słuchaj Liam, ja nie mam zamiaru dłużej wysłuchiwać twoich tłumaczeń odnośnie Harrego i Louisa. To przecież nie zmienia faktu, że powinni tu teraz być. Czas to pieniądz, jeżeli nie chcieliście tego wywiadu to trzeba było się na niego nie zgadzać. - odpowiedział już nerwowy Tonny - wydawca magazynu do którego w tej chwili chłopcy mieli udzielać wywiadu. 

- Daj im jeszcze 10 minut, proszę. Przecież wiem jakie to było dla nich ważne. - tłumaczył się chłopak, który także tracił jakąkolwiek nadzieję, że jego przyjaciele się pojawią. Wiedział, że za chwile jego gatka straci sens i razem z zespołem nie będą mieli więcej tak dobrych możliwości jak w tej chwili. A przecież to jemu najbardziej zależało na tym by zespół znowu zaistniał.
 - Liam, mogę cię poprosić na chwileczkę? - zaproponował Niall, który siedząc obok swojego towarzysza przysłuchiwał się całej dotychczasowej rozmowie. Blondyn był w stu procentach pewnie tego co się za chwile wydarzy i bardzo chciał temu zapobiec. Też bardz zależało mu na zespole. 
Razem z Irlandczykiem, Liam podszedł do wielkiego okna, które ukazywało widok na całą panoramę Londynu. W tym miejscu od początku spotkania stał wysoki mulat. Przyglądał się temu co kiedyś wydawało mu się za najważniejsze. To z tym miastem wiązały się wszystkie piękne i te złe wspomnienia. To tutaj przecież wszystko się zaczęło.
- Słuchajcie, czekając na tych debili marnujemy szansę, którą los postanowił nam dać. Nie możemy tego zaprzepaścić. Mamy fanów, którzy z utęsknieniem na nas czekają ! - powiedział ściszonym głosem farbowany blondyn. Może nie zabrzmiało to aż tak dobrze jak w jego głowie, ale przynajmniej miał dobre chęci i pierwszy raz w dzisiejszym dniu zwrócił uwagę Zayna. 
-  Niall ma trochę racji, nie możemy wiecznie czekać na nich. - po krótkiej chwili milczenia odpowiedział Malik, który chyba wreszcie odsknął się z długowiecznego snu. 
No i właśnie w tym samym momencie otworzyły się masywne, metalowe drzwi i jak grom z jasnego nieba wparował Louis i Harry, razem co było bardzo dziwne. 
Weszli niespodziewanie, zajeli miejsce na kanapie na przeciwko fotela Tonnego i zachowywali się tak jakby czekali na oklaski, a zamiast tego dostali...
- No proszę, kto zechciał się pojawić. Szkoda tylko, że z tak dużym opóźnieniem.  - powiedział sarkastycznie Niall witając się z chłopakami. 
- Jeżeli masz mieć jakiekolwiek pretensje to tylko do Harrego. Po prostu chłopak nie chce zrozumieć tego co się stało. - odpowiedział spokojnie Louis wstając z kanapy. 
- Kpisz sobie ze mnie teraz, tak? To ma być żart, który jest mało śmieszny? - upominał się Styles również wstając ze swojego miejsca i ustawiając się na przeciwko przyjaciela. 
- Chłopaki, nie kłóćcie się ! - próbował rozdzielić ich Liam. On zawsze wiedział jak to zrobić i także tym razem mu się to udało. 
- Przepraszam was bardzo, ale ja już nie mam więcej czasu. - stwierdził Tonny, otwierając drzwi prowadzące na główny hol. - Wywiad nadal jest aktualny, ale ja go nie mogę przeprowadzić. Przyślę wam kogoś. - dodał jeszcze przed wyjściem.
- No i co żeś narobił, to wszystko twoja wina! - wykrzyczał Harry pchając mocno swojego przeciwnika, który niezdarnie upadł na kanapę.



W tym samym czasie.

w biurze Tonnego 


  Ten sam mężczyzna, który przed chwilą opuścił One Direction siedział teraz w swoim biurze na dużym skórzanym fotelu za biurkiem. Przeglądał i podpisywał jakieś papiery. Na blacie było ich tysiące, ale on wiedział, które ma przeczytać, a który wrzucić do niszczarki. 

Wręcz niesamowite było to jak ten trzydziestotrzyletni pan był zorganizowany.
  Obok komputera z prawej strony jego biurka znajdowało się kilka zdjęć w srebrnych ramkach. Nie było by nic w tym dziwnego gdyby na zdjęciu nie znajdowała się kobieta. 
Przecież każda ceniona w tej branży osoba wiedziała, że Tonny Smith nie ma żony i nigdy jej nie miał. Nie ma także dzieci i bliskiej mu rodziny. Ponoć jego rodzicie zmarli kiedy on miał niecałe dwa lata. Już zaledwie po miesiącu przebywania w Domu Dziecka został adoptowany przez pewne małżeństwo mieszkające w Stanach Zjednoczonych.  Niestety, po skończeniu osiemnastu lat wyprowadził się od nich i z powrotem przeniósł się do Londynu. Tu tak na prawdę posmakował czym jest prawdziwe życie, kariera stała przed nim otworem. Dostał szansę o której nie jedno z nas mogłoby chociażby pomarzyć. 
I bardzo dobrze ją wykorzystał. Szkoda tylko, że musiał ciężko pracować na ten sukces. 
  Puk, puk. Dźwięk stukania w drzwi oderwał Tonnego od dotychczasowej pracy. 
A kiedy powiedział tradycyjne proszę weszła do pomieszczenia drobna blondynka o jasnej cerze. Ubrana była w tradycyjny strój. Biała koszula zapięta pod samą szyję i spódniczka zakrywająca sporą część jej zgrabnych nóg. Na małych nogach założone miała dość wysokie szpilki, które jeszcze bardziej ją wydłużały. Pomimo schludnego i mało wyzywającego stroju wyglądała bardzo seksownie, a kiedy zobaczyła swojego przełożonego uśmiech od razu wskoczył na jej usta. 
  Zwinnie podeszła do biurka i usiadła przed nim na plastikowym krześle zakładając nogę na nogę. Widać było w jej oczach iskierki i nutkę nadziei na to co za chwilę mogło się wydarzyć. 
- Wzywał mnie Pan, prawda? - zapytała niepewnie oblizując usta językiem.
- Tak to prawda. - odpowiedział jej przełożony wstając z miejsca i podchodząc do dziewczyny.
- A więc w czym mogę Panu pomóc? - zapytała po raz kolejny blondynka również wstając.
Tonny widząc w oczach dziewczyny zakłopotanie, ale jednocześnie nutkę pożądania postanowił wykonywać pewniejsze ruchy by zaspokoić swój buzujący testosteron. 
Podszedł do dziewczyny jeszcze trochę bliżej. Od jej ciała dzieliły go już tylko minimetry. 
- Wywiad. - odpowiedział jej spokojnie. - One Direction na ciebie czekają. 
Mówiąc to spoglądał w jej zielone tęczówki, które z chwili na chwilę zaczynały coraz to bardziej błyszczeć. Nie wiedział czy jest to jego prywatna zasługa czy też może tego, że powierzył jej tak ogromnie ważne zadanie. Miał jednak cichą nadzieję, że jednak pierwsza opcja jest zgodna z tym co zobaczył w tych dużych, pięknych oczach. 
- Postaram się Pana nie zawieść. - powiedziała dziewczyna podchodząc jeszcze bliżej mężczyzny. Teraz między nimi nie było już ani minimetru przerwy. 
Lecz pomimo tego napięcia dziewczyna postanowiła odejść nim cokolwiek między nimi zaszło. 
Uwielbiała trzymać w niepewności mężczyzn, było to jej ulubione zajęcie. 


Kilka minut później

Pokój, w którym siedział zespół


- Przepraszam bardzo, ja? - zaprzeczył Louis otrzepując swoje spodnie. - Gdyby nie ty, nigdy by mnie tutaj nie było, n i g d y! 

- Chcesz mi powiedzieć, drogi przyjacielu, że ewidentnie zmusiłem cię do przyjścia tutaj? hahahahahaha - zaśmiał się w twarz niebieskookiemu.
- Tak dokładnie, ale z twoich ust brzmi to znacznie wiarygodniej. Cieszę się, że w końcu przyznajesz mi rację, Harry. Długo na to czekałem. - odpowiedział mu równie wrednie. 
- Mam cię dosyć, żałuję, że się w ogóle poznaliśmy! - wykrzyczał Harry spoglądając "przyjacielowi" prosto w oczy. 
  W tym pomieszczeniu od dobrej godziny trwały kłótkie pomiędzy Harrym i Louisem.
Ani jeden nie miał zamiaru ustępować, a co dopiero przepraszać drugiego. 
A co z resztą zespołu? Niall i Liam od kilku minut przestali rozdzielać przyjaciół i spokojnie siedzieli na kanapie słuchając ich wymiany zdań. Było to o wiele lepsze od przeciętnej telenoweli. A Zayn, jak stał godzinę temu w tym samym miejscu, to stoi do teraz. Nie obchodzi go realny świat, tylko jego myśli są najważniejsze. I może to nawet lepiej, przecież Malik w takich sytuacjach słynie z ostrego interpretowania każdego wypowiedzianego zdania.
- Przepraszam, czy to jest zespół One Direction? - zapytała brunetka niepewnie. Nikt nie zauważył kiedy zdążyła wejść do pomieszczenia i ile rozmowy Harrego i Lousia słyszała. 
Wszyscy zamarli, kiedy ją zobaczyli i szybko wrócili do realu.  A najbardziej zaskoczony był Tomlinson, ponieważ on miał już przyjemność poznać tą "przemiłą" dziewczyną. 
- Nazywam się Hollywood Jonson i mam przeprowadzić z wami wywiad.  - przedstawiła się i usiadła na kanapie, na której przed chwilą zajął miejsce Louis. 
- Ja jestm Liam, to jest Niall. - powiedział Payne pokazując na Horana. Jak przystało na prawdziwego gentlemana wstał i podał rękę dziewczynie, a ta odwzajemniła uścisk. 
- Ja jestem Zayn Malik. - przedstawił się mulat podchodząc do całej ekipy i zajmując miejsce koło Harrego. 
- Miło mi, ja jestem Harry, dla przyjaciół Hazza. - powiedział swoją formułkę lokaty i uśmiechnął się zalotnie pokazując szereg swoich białych ząbków. 
- Mnie już znasz i nie mam zamiaru więcej z tobą gadać. - arogancko przedstawił się Louis i w pośpiechu wyszedł z pomieszczenia. 

niedziela, 7 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ II




'Nie ma czegoś takiego jak przypadek. Cóż to bowiem jest przypadek? To tylko usprawiedliwienie tego, czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć.'




Pisałam ten rozdział, kiedy czułam się porzucona, niezrozumiana. 
Z wrogością do świata, ludzi i tego co mnie otacza. Wybaczcie. 

06.04.2013 
Starbucks, Londyn 

  Przy jednym z małych stolików pod oknem siedziała dziewczyna. Podkurczone nogi na krześle i opadające włosy na twarz zakrywały ją całą. Jej oczy niespokojnie wędrowały po całym pomieszczeniu by  w końcu zatrzymać się w marnym punkcie na suficie.
  Znali ją tu już wszyscy, poczynając od właściciela kawiarni, kończąc na stałych klientach. Ona była właśnie jednym z takich klientów. Przychodziła tu codziennie, czy to sama, czy to z najlepszym przyjacielem. Zawsze siadała w tym samym miejscu i przez większość swojego pobytu wpatrywała się w biały sufit.
- Kawa dla pięknej pani! - do stolika przysiadła się jej znajoma twarz. Jej oparcie w trudnych chwilach, jej najlepszy przyjaciel.
Ta 'para' znała się praktycznie od dziecka i pomimo tego nadal lubili spędzać ze sobą czas. Praktycznie nigdy się ze sobą nie nudzili.
- Conor, ile razy mam ci to powtarzać, ja nie jestem piękna!! - odparła blondynka podnosząc lekko wzrok na chłopaka. Nie była zdenerwowana, zła czy roztrzęsiona, wręcz przeciwne. Mówiła pewnie, swobodnie i nawet z lekkim uśmiechem na ustach. Uwielbiała kiedy chłopak prawił jej komplementy, a on uwielbiał kiedy go bezkarnie ignorowała i pouczała. Taka właśnie była Hollywood Jonson.
- Holly, coś się stało, jesteś jakaś inna. - zapytał niepewnie Conor, biorą plastikowy kupek do ust.On nigdy nie potrzebował pytać się swojej przyjaciółki o samopoczucie, o to czy jest szczęśliwa czy zakochana. Zawsze wyczytywał to z jej zielonych, głębokich tęczówek, które już od jakiegoś czasu działały na niego hipnotyzując.
- Idę przez życie, nie zważając na innych ludzi. Brnę przed siebie co chwila wybierając złą ścieżkę. Gubię się. Nie mam nikogo, kto mógłby mnie poprowadzić przez życie, kogoś kto nadąży moim krokom  a nie będzie szedł za mną co chwila pytając czy nie jestem zmęczona. - odpowiedziała i zanurzyła się z powrotem w wspomnieniach, w marzeniach, które odrywały ją od rzeczywistości. A Conor już nic nie powiedział, wiedział, że w takich chwilach powinien  zostawić ją w spokoju. Wziął swój pusty już kupek i przy wyjściu z lokalu wyrzucił go do śmietnika. Wyszedł, nie pożegnał się.Wiedział, że jego do widzenia będzie najgorszą wypowiedzią w takiej sytuacji. Chociaż, chłopak nie wziął pod uwagę tego, że może Hollywood potrzebuje tych krótkich słów wyjaśnienia.? W głębi duszy dziewczyna nie lubiła, jak przyjaciel zostawiał ją samą. W takich właśnie chwilach zdawała sobie sprawę, że Conor - chłopak, który jest przy niej w każdej chwili, nie może być tym z którym będzie dumnie kroczyć przez drogę życia, a to właśnie on jest tym przez którego się wiecznie gubi.

W tym samym dniu, przed Starbuckiem 

  Brązowo włosy chłopak dumnie kroczył przez jedną z najbardziej ruchliwych ulic Londynu. Nie zwracał uwagi na spojrzenia, którymi wręcz każdy przechodzień obdarzał go. Nie zwracał także uwagi na piszczące na jego widok dziewczyny, które bały się do niego podejść i poprosić o zdjęcie lub autograf. Wręcz od jakiegoś czasu kpił ze swoich fanów, nie przejmował się nimi i ich problemami. Na spotkanie z nimi chodził bo musiał. Sztuczny uśmiech, parę pytań, zdjęć, podpisów i koniec. Po cierpieniu.
  Jeszcze dwa lata temu można było powiedzieć, że ten chłopak jest najzabawniejszym, najsłodszym członkiem zespołu. A teraz? Jest wręcz ich kulą u nogi, nie proszonym gościem. To właśnie przez niego zespół jest na skraju, może rozpaść się w każdej chwili. To przez niego chłopacy zmienili się nie do poznania. On namówił ich by korzystali ze sławy bo ona jak wszystko inne, przeminie. A że wszyscy mu ufali, zrobili to o czym mówił.
  Automatyczne drzwi otworzyły się i chłopak wszedł do środka lokalu. Rozejrzawszy się dookoła dostrzegł dziewczynę, która przykuła jego uwagę.Była inna od pozostałych siedzących w kawiarni.Była niezwykła, wyjątkowa, skromna i krucha. No i taka spokojna, że aż trudno było w to uwierzyć.
  Louis był nią oczarowany, pociągała go. A, że on od zawsze dostawał to co chciał, postanowił spróbować zdobyć i ją.
- Cześć! - tylko na tyle było go stać. Zwykle pewny siebie i arogancki, przy niej jak pies, którego właśnie pozbył się właściciel. Zagubiony i bezbronny.
Blondynka rozkojarzona podniosła na niego wzrok. Nie spodziewała się, że ktoś oprócz kelnera odważy si do niej podejść. Była zaintrygowana i zaciekawiona lecz wbrew pozorom wiedziała o nim wszystko nawet to o czym on sam nie wiedział.
- Louis Tomlinson. Ten rozkapryszony, pełnoletni bachor , który postanowił zabawić się w gwiazdkę kosztem innych i siebie. - odpowiedziała z ironią chłopakowi i z powrotem zatraciła się w artykule, który czytała przed jego przyjściem.
A Louis, siedział jak wryty i bacznie obserwował Holly. Chyba pierwszy raz w życiu usłyszał takie słowa i nie odwdzięczył się równie okrutnym zdaniem, a także nie wyszedł udając wielkiego focha. Pierwszy raz został tak bezkarnie i boleśnie potraktowany przez kobietę. Może wyjdzie mu to na dobre?
- Nie wyjdziesz? - zapytała go dziewczyna wynurzając czubek nosa z pod brukowca. Nie spodziewała się, że chłopak po tak ostrych słowach od nieznanej mu dziewczyny zechce jeszcze siedzieć z nią przy jednym stoliku, a co dopiero toczyć z nią jakiś równie wredny dialog. - Czuje twoją obecność i to, że się denerwujesz. - powiedziała naturalna blondynka nim Louis zdążył otworzyć usta. Odpowiedziała mu na pytanie, które właśnie chciał zadać.
- Dlaczego mnie tak potraktowałaś? - zapytał chłopak, któremu grzywka bezkarnie spadła na czoło. Spytał tak spokojnie, jak nigdy. W tej chwili nie przypominał brutalnej gwiazdki pop, która ma kamienne serce, lecz zwykłego chłopaka, który boi się, że za chwilę opuści go jego największe szczęście, skarb.
- Wiem więcej niż ci się wydaje. - odpowiedziała mu, wzięła swoje rzeczy, puste kupek po kawie i wyszła. Zostawiła go samego przy tym samym stoliku przy oknie. Czy wróci? Wątpię.





Obserwatorzy